5. Wdowieństwo i wygnanie

W 1227 r., zaledwie po kilku latach małżeństwa, Elżbieta została wdową z trójką dzieci. Jej mąż udał się na wyprawę krzyżową cesarza Fryderyka II, ponieważ należało to do tradycji władców Turyngii. Elżbieta powiedziała mu wtedy: "Nie będę cię zatrzymywać. Oddałam Bogu samą siebie, a teraz muszę oddać i ciebie". Niestety oddziały krzyżowców zostały zdziesiątkowane przez febrę. Ludwik również zachorował i w wieku 27 lat zmarł w Otranto, jeszcze zanim zdążył wypłynąć.

Wszyscy oczekiwali, że Elżbieta ponownie wyjdzie za mąż, do czego namawiał ją jej krewny, biskup Egbert. Ona jednak miała zupełnie inne plany i inny scenariusz na swoje dalsze życie. Zresztą czekała ją kolejna próba. Jej szwagier, uzurpując sobie prawo do rządzenia Turyngią, ogłosił się prawowitym spadkobiercą Ludwika, a o Elżbiecie powiedział, że jest zbyt pobożną kobietą, która nie potrafi rządzić.

Młoda wdowa z trojgiem dzieci została wypędzona z zamku Wartburg i udała się na poszukiwanie schronienia. Zatrzymała się najpierw w Eisenach, potem na zamku Pottenstein w Bawarii. Pozostały z nią tylko dwie służące, które towarzyszyły jej od najmłodszych lat, a troje dzieci powierzyła opiece przyjaciół Ludwika. Wędrując od miejscowości do miejscowości, Elżbieta pracowała, gdzie mogła, opiekowała się chorymi, przędła i szyła. Znosiła swą kalwarię z wielką wiarą, cierpliwością i oddaniem Bogu. W tym czasie krewni, którzy pozostali jej wierni i uważali rządy szwagra za bezprawie, doprowadzili do jej rehabilitacji. Dzięki temu w 1228 r. Elżbieta otrzymała dobra po mężu. Zamieszkała w należącym do rodziny zamku w Marburgu, gdzie mieszkał również jej kierownik duchowy - brat Konrad. Na jego ręce złożyła ślub wyrzeczenia się świata i jako tercjarka przyjęła habit franciszkański.

Komentarze