4. Cuda i dzieła miłosierdzia

Młoda para znalazła wsparcie duchowe u braci mniejszych. Elżbieta wybrała na swojego kierownika duchowego brata Rüdigera, którego znała od dziecka. Gdy usłyszała od niego historię nawrócenia młodego i bogatego kupca Franciszka z Asyżu, jeszcze mocniej utwierdzała się w swojej decyzji o podjęciu drogi życia chrześcijańskiego. Od tego momentu bardziej radykalnie naśladowała Chrystusa i widział Go w ubogich. Nawet kiedy urodziła pierwsze dziecko, a potem dwoje następnych, nigdy nie zaniedbała czynienia dział miłosierdzia. Pomogła również braciom mniejszym w zbudowaniu w Halberstadt klasztoru, którego przełożonym został brat Rüdiger. Kierownikiem duchowym Elżbiety został wówczas Konrad z Marburga.

Do dziś dotrwało wiele podań o skromności i cudach miłosierdzia Elżbiety. Podobno pewnego razu, gdy wynosiła biednym jedzenie z zamku ukryte pod płaszczem, aby uniknąć plotek, przyłapał ją na tym bezwzględny brat męża, który nie uznawał takiego "marnotrawstwa". Chwycił płaszcz, pod którym chowała jedzenie, i szarpnął, licząc, że przyłapie ją na gorącym uczynku. Wtedy spod płaszcza posypały się... róże. 

Innego razu, wchodząc do kościoła w uroczystość Wniebowzięcia, zdjęła koronę, odłożyła ją przed krzyżem i położyła się na ziemi, zasłoniwszy twarz. Kiedy teściowa skarciła ją za ten gest, odpowiedziała: "Jak ja, nędzne stworzenie, mogę chodzić w koronie symbolizującej ziemską godność, kiedy patrzę na mojego Króla Jezusa Chrystusa w koronie cierniowej?". I tak jak odnosiła się do Boga, odnosiła się też do poddanych.

W hagiograficznej relacji o Elżbiecie, zawartej w "Opowiadaniach czterech sług", znajduje się następujące świadectwo: "Nie spożywała pokarmów, zanim się nie upewniła, że pochodzą z ziem i prawowitych dóbr męża. Nie dotykała dóbr zdobytych w sposób bezprawny i zabiegała o to, by osoby, które doznały przemocy, otrzymały zadośćuczynienie" (25 i 37).

Komentarze